Wzrośnie znaczenie marek na rynku nieruchomości
 Oceń wpis
   

W języku chińskim słowo „kryzys” jest  oznaczany za pomocą połączenia dwóch znaków – pierwszy z nich oznacza niebezpieczeństwo, drugi zaś szansę. Wymiar tego faktu jest o tyle istotny, że w kontekście działalności agencji nieruchomości kryzys nie musi oznaczać stagnacji. Agencje  przecież zarabiają wtedy, gdy ceny rosną (wyższe prowizje od poszczególnych transakcji), jak i wtedy, gdy na rynku pojawiają się spadki (niższe prowizje są rekompensowane przez większy obrót). I w rzeczywistości tak jest. Dodatkowo, wysokość wpływów z obrotu nieruchomościami nie jest jedynie pochodną koniunktury na rynku. Wygrywają agencje, które w atrakcyjny i nowoczesny sposób potrafią zachęcić uczestnika rynku nieruchomości do skorzystania z usług specjalisty. To ważne, w sytuacji, kiedy większość transakcji jest zawierana bezpośrednio.

Marki na rynku nieruchomości zyskują
na znaczeniu

Jeśli spojrzymy na tempo rozwoju sieci biur nieruchomości i prześledzimy zwiększanie się liczby jednostek franczyzowych w największych sieciach, można by postawić tezę, że przedsiębiorcy mają silne zaufanie do rozwoju swojego biznesu w oparciu o branżę nieruchomości. Dodatkowym motorem do rozwoju pośrednictwa będą zmiany przygotowywane w ramach ministerialnej dereglamentacji zawodów, w ramach których pośrednikiem mogłaby zostać osoba z podstawowym wykształceniem i legitymująca się oświadczeniem o niekaralności. Obecnie kandydat musi posiadać wyższe wykształcenie, skończyć studia podyplomowe, praktyki i przejść pozytywnie weryfikację dokumentacji. Popadniemy więc ze skrajności w skrajność.

Pomijając dyskusje nad zasadnością takich drastycznych zmian dereglamentacja zawodu pośrednika  stawia nowe wyzwania dla osób, które zajmują się obrotem nieruchomościami. Zauważymy większą dbałość o postrzeganie poszczególnych marek. Klient, dla którego wyznacznikiem przy wyborze pośrednika przestanie być jego licencja w zasadzie poza rekomendacją traci szanse na odpowiedni dobór pośrednika, który będzie reprezentował go przy transakcji życia. Wielu klientów zapewne trafi do firm znanych, o bogatej tradycji, działających na lokalnych rynkach od dawna, z obawy przed przypadkową obsługą przez pośrednika, który wcześniej nie miał nic wspólnego z obrotem nieruchomościami. Kupujący i sprzedający nieruchomości trafią więc albo do małych rodzinnych firm świetnie radzących sobie na lokalnych rynkach lub też do rozpoznawalnych sieci, w przeświadczeniu, że takowe dbają o utrzymanie pewnego poziomu usług. To pozytywna informacja, bo taka sytuacja będzie mieć też swoje reperkusje w postaci jeszcze większych obowiązków biur nieruchomości wobec odpowiedniego doboru i szkolenia swojej kadry.

Własny Biznes Franchising, 04.2012 r.

Komentarze (0)
Rodzina na swoim bliska finiszu
 Oceń wpis
   

"Rodzina na swoim” przez ostatnie lata była nośnym hasłem napędzającym koniunkturę na kredyty mieszkaniowe. Wyśrubowane do granic przyzwoitości limity cenowe pozwalające na dopłaty pozwoliły na odciążenie wielu rodzinnych budżetów. Przynajmniej w pierwszych latach spłacania kredytu. Jednak wszystko co dobre szybko się kończy. Obecne limity skutecznie wyłączyły z dofinansowania do kredytów zakupy z rynku wtórnego w większości polskich miast. Zadowoleni mogą być tylko deweloperzy, którzy dotychczas przegrywali z kretesem walkę z rynkiem wtórnym. Zwłaszcza w drugiej połowie 2012 r. mogą oni liczyć na zwiększone zainteresowanie mieszkaniami spełniającymi limity zakładane przez program. Wszakże tylko do końca tego roku jest szansa na otrzymanie dopłaty do kredytu.

Czy zakończenie programu Rodzina na swoim będzie prowadzić do istotnych zmian w obrazie polskiego rynku mieszkaniowego? Z pewnością nie. Po drastycznym obniżeniu limitów dla programu i zróżnicowaniu ich wysokości w zależności od rynku zakupu mieszkania (z rynku wtórnego kontra od dewelopera) wielu obserwatorów rynku mieszkaniowego oczekiwało skokowego zmniejszenia się liczby transakcji – zwłaszcza w segmencie mieszkań z drugiej ręki. Nic takiego nie miało miejsca, częściowo dlatego, że wchodzące od 1 stycznia 2011 r. regulacje związane z Rekomendacją S skutecznie zmobilizowały do zainteresowania się zakupem mieszkania w starym roku.

 Dopłaty do kredytów królowały dotychczas
zwłaszcza na rynku wtórnym

Dla rynku pierwotnego mieszkań zamknięcie programu Rodzina na Swoim nie będzie mieć dużego znaczenia wszak z zeszłorocznych danych widać, że liczba udzielonych kredytów w ramach RnS na rynku wtórnym przewyższa dwukrotnie liczbę transakcji z dopłatą na rynku deweloperskim (27,6 tys. wobec 13,8 tys. na rynku pierwotnym). Z dobrodziejstw programu korzystali więc w większości nabywcy mieszkań z drugiej ręki. Jednak rynek nieruchomości to zespół naczyń połączonych. Pieniądze uzyskane ze sprzedaży używanego mieszkania trafiały na konta deweloperów, u których klienci dokonywali zakupu kolejnego M. W ten sposób, choć pośrednio, rynek wtórny mieszkań, dzięki wsparciu RnS wzmacniał pozycję deweloperów.

Zakończenie programu Rodzina na swoim będzie wymagać nowych inicjatyw rządu mających na celu zwiększenie dostępu do zakupu mieszkań dla nabywców pierwszego M. W Ministerstwie Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej przygotowywana jest nowa  formuła realizacji inwestycji mieszkaniowych, w ramach której przewiduje się możliwość częściowej partycypacji nabywcy w kosztach budowy lokalu, co umożliwi wynajmowanie takiego lokalu i spłatę całej kwoty w trakcie trwania najmu. Po spłacie najemca otrzyma lokal na własność. Szczegóły nowego programu jeszcze przed nami. Czy będzie to hit na miarę Rodziny na Swoim? O tym przekonamy się pewnie najwcześniej za kilkanaście miesięcy.

Michał Kosiedowski
Marcin Jańczuk

Komentarze (0)
Dla klienta liczy się cena
 Oceń wpis
   

Gdyby przeprowadzić ankietę na temat najskuteczniejszych form zainteresowania klientów zakupami mieszkaniowymi na rynku pierwotnym to z pewnością najbardziej pożądane byłyby… rabaty cenowe. Mało kto w obecnych czasach przywiązuje wagę do dodatków serwowanych przez deweloperów – takich jak sprzęt AGD, projekt aranżacji, czy zagraniczna wycieczka. Zresztą raczej niewyobrażalne jest, by dla takiego detalu ktoś mógłby podjąć tak daleko idącą w skutkach decyzję jaką jest zakup mieszkania.

 fot. sxc.hu

W kontekście coraz ostrzejszej polityki banków względem potencjalnych kredytobiorców to co przemawia do wyobraźni klientów to właśnie cena. Niższa cena m kw. to nie tylko możliwość zakupu większego niż planowano mieszkania, możliwość skorzystania (jeszcze) z programu dofinansowania do kredytu – Rodzina na swoim, ale najczęściej po prostu jedyna możliwość zakupu swojego pierwszego M.

Deweloperzy, którzy odczuwają spowolnienie sprzedaży projektów coraz częściej zamiast oferować klientom niespecjalnie atrakcyjne dodatki do zakupu, decydują się na radykalne kroki. Obniżki cen, promocje cenowe, rabaty. Obserwując rynek deweloperski spotykamy się z różnymi sposobami na korygowanie cen katalogowych. Jedni deweloperzy idą na całość obcinając z dnia na dzień ceny ofertowe nawet o tak znaczne kwoty jak 200 tysięcy złotych (tak, tak to nie pomyłka  tylko „akcja promocyjna” jednego z deweloperów realizujących osiedle segmentów). Inni dawkują emocje i nie rezygnują tak szybko z zakładanych zysków przeznaczając do promocji koszyk mieszkań, który z jakichś przyczyn może sprawiać trudności w kolejnych etapach sprzedaży. Dla poszukiwaczy takich nieruchomości (a zazwyczaj chodzi o mieszkania o powierzchni przekraczającej 80 m kw.) to istne eldorado. Już dziś w Warszawie można kupić penthouse o całkiem przyzwoitym rozkładzie za niewiele ponad 5 tys. zł za m kw. Oczywiście nie można w tym przypadku mówić o prestiżowej lokalizacji, ale dla osób które marzą o takim mieszkaniu, a dotychczas nie mogły sobie na to pozwolić otwierają się całkiem nowe możliwości. Nie każdy ma przecież zagwarantowany wjazd windą bezpośrednio do własnego lokalu i basen w zasięgu ręki.

Jeszcze inną formą proponowania rabatów są obniżki towarzyszące targom mieszkaniowym (wielu deweloperów przygotowuje na imprezy targowe specjalne cenniki), czy też otwarte drzwi inwestycji podczas których można liczyć na specjalne ceny. Są też deweloperzy, którzy otwarcie nie komunikują promocji. Nie oznacza to, że nie są otwarci na negocjacje. Klient, który jest poważnie zainteresowany zakupem mieszkania może zazwyczaj wynegocjować korzystne warunki. Jakie? To zależy od dewelopera i rodzaju mieszkania. Nawet w okresie osłabienia koniunktury na rynku trudno oczekiwać satysfakcjonujących rabatów na mieszkania dwupokojowe do 40-50 m kw. Takie lokale sprzedają się w każdych warunkach. Jednak im większy metraż mieszkania możemy liczyć na różnego rodzaju rabaty – raz może to być dodatkowe miejsce postojowe w cenie, innym razem ogródek, a czasem po prostu rabat kwotowy.

Deweloperom zależy szczególnie na sprzedaży tzw. resztówek, czyli pojedynczych lokali, które do tej pory nie zyskały w oczach kupujących na tyle, by któryś z nich zdecydował się na zakup. Mogą to być mieszkania z gorszym rozkładem (2 pokoje na 70 m kw.), słabiej nasłonecznione, z mało atrakcyjnym widokiem z okien. Deweloperzy zdają sobie sprawę z faktu, że mieszkania w jednym budynku  charakteryzują się różnym stopniem atrakcyjności, i zdarza się, że tylko po to by zamknąć w końcu inwestycję (przecież utrzymanie biura sprzedaży i promocja ofert też kosztuje) idą na większe ustępstwa niż wobec wcześniej sprzedanych mieszkań. Więc o ile znajdziemy sposób, by mankamenty lokalu zmienić w jego zalety, pojawia się szansa, by kupić nowe mieszkanie w całkiem dobrej cenie. Nie wszyscy poszukują przecież mieszkań z ekspozycją okien na południowy zachód i widokiem na park.

Komentarz dla Gazety Finansowej
Oferty mieszkań z rynku pierwotnego znajdziesz na www.salondewelopera.pl

Komentarze (1)
Odwrócona hipoteka. Warto?
 Oceń wpis
   

Ustawa o odwróconej hipotece staje się koniecznością. Dziś brak odpowiednich regulacji powoduje, że stosowane rozwiązania są niekorzystne dla starszych osób i ich rodzin.

Istotą produktu, jakim ma być odwrócony kredyt hipoteczny, jest wsparcie finansowe dla właścicieli mieszkań, których, krótko mówiąc, nie stać na ich utrzymanie lub którym zależy na podniesieniu stopy życiowej na jesieni życia. Emeryci nie są jedyną grupą docelową. Odwrócona hipoteka jest kierowana także dla wszystkich innych właścicieli nieruchomości, którzy chcieliby czerpać dodatkowe korzyści z ich posiadania. Skupmy się jednak tylko na osobach starszych.

Jak to działa?

W ramach odwróconej hipoteki bank udziela właścicielowi mieszkania kredytu, którego zabezpieczeniem jest ustanowiona w księdze wieczystej hipoteka. Kredytobiorca może ten kredyt spłacić za życia, choć nie musi. Mając na uwadze, że produkt ma być rozwiązaniem problemów starszych osób, którym nie starcza na bieżące koszty utrzymania, wydaje się wielce prawdopodobne, że kredyty te za życia raczej nie będą spłacane.

Odwrócona hipoteka raczej
nie przyjmie się w Polsce.

Jako, że kredyt nie musi być spłacany na bieżąco bezzasadne jest badanie zdolności kredytowej kredytobiorcy. Bank jednak dokładnie przeanalizuje zobowiązania emeryta, a przede wszystkim sprawdzi ewentualne hipoteki ciążące na nieruchomości. Dokładnie wyceni też nieruchomość, co jest czynnością obligatoryjną przy zaciąganiu kredytów i pożyczek hipotecznych.

Po pozytywnej decyzji, tylko od kredytobiorcy będzie zależeć, czy kredyt będzie wypłacany dożywotnio w ratach lub jednorazowo. Oczywiście bank nie będzie też wnikał na jaki cel kredytobiorca przeznaczy te środki.

Po śmierci kredytobiorcy nieruchomość zostaje przejęta przez bank. Jednak w proponowanych rozwiązaniach pozostawia się furtkę spadkobiercom właściciela nieruchomości, aby mogli odzyskać mieszkanie lub dom. Nastąpi to po uregulowaniu kredytu wraz z towarzyszącymi odsetkami i innymi opłatami.

Szansa czy zagrożenie?

W odróżnieniu od obecnie dostępnych na rynku rozwiązań, kredytobiorca pozostaje właścicielem swojej nieruchomości aż do śmierci. To duża różnica. Teraz różnego rodzaju instytucje finansowe zachęcają emerytów do zainteresowania tematyką renty hipotecznej, choć w rzeczywistości jest to forma bliższa umowie dożywocia. Przy takim rozwiązaniu instytucja finansowa zobowiązuje się do wypłaty renty hipotecznej, z pewnym, ale bardzo istotnym warunkiem. Instytucja kredytująca uzyskuje prawo do nieruchomości jeszcze za życia osoby, która taką umowę podpisała. W przypadku, kiedy własność  nieruchomości jest przenoszona jeszcze za życia, spadkobiercy nie mają już nic do powiedzenia. Cienka granica pomiędzy obecnie stosowaną umową dożywocia i właściwym znaczeniem odwróconej hipoteki może stać się źródłem różnego rodzaju konfliktów pomiędzy instytucjami finansującymi a emerytami i ich rodzinami.

Zamiast hipoteki zamiana

Trudno jest na tym etapie wróżyć powodzenie odwróconej hipotece.  Polacy są nadal zbyt silnie przywiązani do własności, by tak łatwo zrzekać się praw do własnego mieszkania czy domu. Naturalnym następstwem jest przekazanie nieruchomości osobom bliskim czy wyznaczenie ich w drodze testamentu. Jak więc podreperować emerycki portfel? Coraz częściej przeprowadzaną operacją jest zamiana mieszkań. Emeryt posiadający duże mieszkanie może za dopłatą zamienić się z osobą dysponującą lokalem mniejszym, a więc tańszym w utrzymaniu. Warto zwrócić uwagę, że zamiana mieszkań rozwiązuje w sposób satysfakcjonujący problemy finansowe starszych osób, które otrzymują oprócz tańszego w utrzymaniu mieszkania, dodatkowy zastrzyk gotówki, który podobnie jak przy odwróconej hipotece pozwala na poprawienie stopy życiowej emeryta.

Komentarze (0)
Z sąsiadem na brydżu
 Oceń wpis
   

Rzadko kiedy inwestor budujący osiedle troszczy się zaprojektowanie i przekazanie wspólnocie pomieszczeń, które przysłużą się integracji mieszkańców. W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych lokatorzy wykorzystywali pomieszczenia pralni czy suszarni czy też kotłowni (patrz Alternatywy 4), aby odbywać próby osiedlowego chóru (?!), pograć w brydża, czy najzwyczajniej w świecie porozmawiać z sąsiadem na neutralnym gruncie. W zupełnie nowych warunkach rynkowych wypadałoby jednak podwyższyć standard i zaproponować coś więcej niż lokalizację w pobliżu schnącej bielizny.
 

 Strefa mieszkańca (materiały dewelopera)

Oczywiście propozycji wspólnych pomieszczeń klubowych z basenem, jacuzzi i siłownią nie brakuje w budynkach apartamentowych, lub choćby aspirujących do takiej nazwy. Mniej jest jednak przykładów dla budownictwa popularnego. Dlatego z pewnym zaciekawieniem można przyjąć inicjatywę Budimex Nieruchomości, który na Osiedlu Wólczyńska (Warszawa, Bielany) zdecydował się na wyodrębnienie dla mieszkańców pomieszczenia o powierzchni 100 m kw., które zobowiązał się urządzić według koncepcji nabywców mieszkań.

Otóż zaproponował, że mogą oni sami, w drodze głosowania, wybrać projekt na zagospodarowanie tych pomieszczeń. Mieszkańcy otrzymali do wyboru trzy warianty: sala dla dzieci, sala klubowa (czyli wariant pośredni z bilardem, piłkarzykami i kącikiem dla dzieci) oraz sala kinowa. W drodze głosowania przyszli mieszkańcy zdecydowali, że wybierają wariant numer dwa – chyba rzeczywiście najbardziej rozsądne rozwiązanie. Tak więc zyskali miejsce sąsiedzkich spotkań, które dobrze przysłuży się międzysąsiedzkim kontaktom.

Tak jak obietnica wyjazdu na Majorkę w zamian za kupno mieszkania raczej nie skusi trzeźwo myślącego nabywcę do zakupu, tym bardziej nie będzie to też perspektywa turnieju bilardowego w pomieszczeniu klubowym na osiedlu. Jednak nie o to tu chodzi. Miło, że widać czasem przebłyski prospołecznego nastawienia deweloperów. Z pewnością można by powiedzieć: „Co znaczy 100 m kw. wobec tak dużego osiedla?”.  Może to i niewiele, ale pomysł wyróżnia inwestycję spośród wielu podobnych. I to się liczy.
___________________

Cykl Dev z Pomysłem pokazuje ciekawe inicjatywy deweloperów. cdn.

Komentarze (0)
Od dziś pokoje na Euro na wagę złota
 Oceń wpis
   

Dziś po losowaniu grup EURO systemy rezerwacyjne przeżyją swoiste oblężenie. Znaczna część kibiców zapewne zrezygnuje jednak z noclegu w hotelu, tym bardziej, że w największych polskich miastach prym wiodą obiekty turystyczne o wysokim standardzie, co może wzmóc poszukiwania tańszymi formami zakwaterowania. Dodatkowo w pierwszej kolejności hotele zostały zarezerwowane dla tzw. rodziny UEFA.

Bilety na Euro były towarem deficytowym.
Czy tak samo będzie z miejscami noclegowymi?

Wobec tak dużego zainteresowania istotną rolę będzie odgrywał rynek krótkoterminowego wynajmu mieszkań i pokoi. Taka forma zakwaterowania staje się coraz bardziej popularna w Gdańsku, Wrocławiu i Poznaniu. Natomiast w Warszawie rynek wynajmu krótkoterminowego nie zyskał jeszcze zbytniej popularności. Być może dzięki zbliżającej się tak wielkiej imprezie sportowej w stolicy na stałe zagości moda na wynajem mieszkań dla turystów.

Właściciele mieszkań przeznaczonych do wynajmu turystycznego konkurują z hotelami nie tylko cenami, ale i lokalizacją. Najczęściej obiekty tego typu są zlokalizowane w obrębie lub w najbliższym sąsiedztwie historycznych części miast. Znajdują się często w obiektach zabytkowych, odrestaurowanych kamienicach i budynkach o podwyższonym standardzie. Jeśli oferta zlokalizowana jest poza ścisłym centrum to podstawowym wymogiem staje się doskonała dostępność komunikacyjna do centralnych rejonów miasta: bliskość linii metra, szybkiego transportu tramwajowego lub kolejowego. Oferty takie znaleźć można w budynkach oddanych do użytku w ostatnich latach.

 Kliknij w obrazek, aby wysłuchać
wypowiedzi o pokojach na Euro.

W ofercie rynkowej najwięcej ofert dotyczy dwupokojowych apartamentów z podziałem na część dzienną (zwykle z aneksem kuchennym) i sypialnię. Do dyspozycji gości pełne umeblowanie i wyposażenie mieszkania łącznie ze sprzętem RTV, Internetem, zastawą kuchenną, pralką, itd. Dodatkowo płatnymi usługami są śniadania, garaż lub sprzątanie podczas pobytu. Zazwyczaj dwupokojowy apartament jest przeznaczony dla dwóch osób, ale właściciele zgadzają się na wynajem większej liczbie osób (zwykle za dodatkową opłatą) o ile lokal posiada więcej niż jedno łóżko.

Niewykluczone, że właściciele mieszkań będą chcieli zmaksymalizować zyski w związku z wyjątkowo dużym zapotrzebowaniem na bazę noclegową w czasie trwania turnieju. Z pewnością zastosują stawki adekwatne do najwyższego sezonu lub przygotują ofertę specjalną – nawet kilkakrotnie wyższą od obecnych stawek.

Oprócz profesjonalnych firm działających na rynku należy spodziewać się, że wynajmem swoich mieszkań lub pokoi mogą być zainteresowane także prywatne osoby. W ciągu dwóch-trzech dni wynajmu pokoju będzie można zarobić co najmniej miesięczną równowartość według rynkowych stawek stosowanych w ciągu roku.

Gdzie szukać informacji o wolnych miejscach?

Są trzy główne możliwości zorganizowania noclegów w prywatnych mieszkaniach. Pierwszy kanał to Polish Pass, który zostanie uruchomiony w grudniu br. Jest to system rezerwacyjny tworzony przez spółkę PL.2012 i polskie miasta będące gospodarzami turnieju. W systemie kibice będą mogli wykupić różnego rodzaju usługi, w tym noclegi. Organizatorzy systemu liczą na zgłoszenia osób, które będą chciały wynająć swoje mieszkania/pokoje. Wynajmujący będzie miał obowiązek podpisania umowy z jednym z trzech oficjalnych operatorów.

Drugie rozwiązanie to skorzystanie z usług agencji nieruchomości.Agenci Metrohouse już teraz pytają klientów, czy biorą pod uwagę wynajem krótkoterminowy podczas Euro. Jeśli mieszkanie nie jest w tym czasie zajęte, wynajem na doby jest dobrym rozwiązaniem pozwalającym, dzięki wyższym stawkom, na zrekompensowanie okresów bezczynszowych.

Dla osób, które samodzielnie chcą znaleźć pokój do wynajęcia pozostaje wertowanie ogłoszeń i odwiedziny portali internetowych.

Szacunkowe dane organizatorów wskazują, że w ciągu trwania Euro 2012 Polskę odwiedzi ok. 2 mln osób. Zainteresowanie taką formą zakwaterowania będzie bardzo duże.

Michał Kosiedowski
Marcin Jańczuk

 

Komentarze (0)
Rynek wtórny: gra na spadki
 Oceń wpis
   

No i zaczęło się to, czego już od pewnego czasu można się było spodziewać. Po wielomiesięcznych doniesieniach o stabilizacji cen na rynku mieszkań nadszedł moment kiedy coraz silniej ogłasza się spadki. I to wcale nie „z pewną taka nieśmiałością”, ale z pełnym przekonaniem i przywołując ceny sprzed kilku lat, z okresu, kiedy wszyscy wierzyli jeszcze w to, że inwestowanie w nieruchomości to jedyna słuszna forma lokowania oszczędności.

O ile ceny ofertowe mieszkań z rynku wtórnego wyraźnie spadają, to już obserwując setki transakcji każdego miesiąca nie widać zbytnio, aby w tym roku doszło do szczególnej przeceny. Może za wyjątkiem Łodzi. Faktem jest jednak, że pojawia się coraz więcej okazyjnych transakcji, które jeszcze dwa lata temu byłyby nie do pomyślenia.

Sprzedający mieszkania musieli zmienić postawę, widząc, że dotychczasowe nastawienie do rynku skutkuje wydłużającym się czasem sprzedaży i brakiem jakichkolwiek realnych szans na transakcję. Obniżanie  się cen ofertowych jest więc naturalnym następstwem „urealniania” obecnych cen transakcyjnych, a mówiąc inaczej – dostosowywania ich do portfela (zdolności kredytowej) przeciętnego nabywcy.

 Kliknij w logo, aby posłuchać
wywiadu o mieszkaniach
w radiowej Czwórce

Obniżanie się cen ofertowych to cały proces, który  postępuje w różnym tempie na lokalnych rynkach. W Gdyni różnice pomiędzy cenami ofertowymi a nawiązywanymi transakcjami to nadal kilkanaście procent. Po drugiej stronie mamy Poznań, gdzie różnice te wynoszą nieco ponad 2 proc. Coraz większą popularnością cieszy się wielka płyta, w niektórych miastach przekraczając nawet 50 proc. obrotu transakcyjnego. (Odsyłam na stronę Metrohouse, gdzie jest krótkie opracowanie na ten temat.)  

Fakt, że poszukujemy i nabywamy coraz więcej mieszkań o niższym standardzie odbije się w najbliższych miesiącach na średnich cenach transakcyjnych. Jeżeli dodamy do tego, że Rodzina na swoim na rynku wtórnym umarła śmiercią naturalną (jeszcze przed śmiercią samego programu), co ogranicza popyt w tym segmencie rynku, a i o kredyt na mieszkanie coraz trudniej, to sprzedaż mieszkania po dzisiejszych stawkach stanie się coraz mniej realna.
 

Komentarze (0)
Ostatni dzwonek na Rodzinę na swoim
 Oceń wpis
   

Ostatni raport Szybko.pl, Metrohouse i Expandera przynosi naprawdę ciekawe wyliczenia. Jeżeli analizujemy wahania cen transakcyjnych na rynku używanych mieszkań widzimy, że w większości obserwowanych miast ceny spadają. Nie są to spadki znaczące, ale statystyka jest nieubłagana i korektę widać gołym okiem.  Natomiast jeśli porównamy ostatni kwartał 2010 r. z drugim kwartałem br. zauważamy zupełnie inną sytuację. Oprócz Łodzi, gdzie ceny nieubłaganie pikują, w pozostałych sześciu analizowanych miastach pojawiły się wzrosty cen – od 1,1 proc. we Wrocławiu do nawet 4,5 proc. w Gdańsku. Czy to oznacza, że rynek mieszkań używanych zyskuje nowy blask o oczach nabywających mieszkania? Niestety nie, a winy należy upatrywać w szeroko analizowanej na wszelkie sposoby Rodzinie na swoim.

To ostatnie chwile, by wybrać używane mieszkanie
spełniające wymogi RNS.

Pierwsze pogłoski o tym, że z dopłat mogą być wyłączone mieszkania z rynku wtórnego pojawiły się już na przełomie roku. Wtedy zaczęła się pierwsza fala wzmożonych poszukiwań mieszkań, których nabycie jeszcze będzie dawać prawo do dopłat. W międzyczasie pojawiały się propozycje kolejnych zmian, aż do obecnego stanu, kiedy rynek wtórny nadal będzie objęty dopłatami do końca trwania programu (grudzień 2012 r.). jednak przy niższym wskaźniku przeliczeniowym, który z 1,4 spadł do 0,8. W praktyce oznacza to śmierć programu, bo limity cenowe spadają do poziomów, przy których na rynku wtórnym w większości miast ciężko jest znaleźć jakiekolwiek oferty sprzedaży. Całe zamieszanie i medialna burza wobec zmian w RNS wpłynęły na wzrost transakcji na rynku wtórnym i wniosków o kredyt z dopłatą.

Napędzenie koniunktury na mieszkania spełniające wymogi RNS spowodowało z kolei usztywnienie się sprzedających w negocjacjach. Upusty powinny być wyższe niż np. obserwowane 2,4 proc. w Warszawie, ale nie są. W rezultacie w ostatnim półroczu trudno mówić o spadku średniej ceny transakcyjnej sprzedawanego mieszkania, bo w koszyku transakcji przeważają mieszkania nabywane w ramach RNS.

Żarty z Rodziną na Swoim się skończyły – wychodzi na to, że to naprawdę ostatni dzwonek, aby kupić używane mieszkanie z rządowym wsparciem i ostatni dzwonek dla sprzedających, aby uzyskać za lokal przyzwoitą cenę.

 

Zobacz raport Polski Rynek Mieszkaniowy Lipiec 2011 - kliknij

Komentarze (1)
Nadmorskie inwestycje - Polska kontra reszta Europy
 Oceń wpis
   

Dlaczego Polacy pomimo rozwiniętego rynku rodzimych nieruchomości (także wakacyjnych) decydują się na inwestowanie za granicą? Inwestowanie w zagraniczne nieruchomości, poza aspektem czysto ekonomicznym, nadal jest postrzegane w kategoriach prestiżu, podkreślenia osiągniętego statusu materialnego albo też przynależności do określonej klasy społecznej. Choć są to jedynie stereotypy, bo zakup nieruchomości za granicą bywa znacznie tańszy niż u nas w kraju (patrz Bułgaria), to pozycjonowanie własnego statusu przy pomocy inwestowania nadwyżek w hiszpańskich czy chorwackich kurortach jest zawsze powodem do osobistej satysfakcji.

Porównując koszty zakupu domów w nadmorskich okolicach warto skoncentrować się na przybliżonym rodzaju nieruchomości. Dla porównania weźmy luksusowy apartament o wielkości np. 150 m kw. Zacznijmy od Hiszpanii. Rodzime biura nieruchomości oferują wykończone apartamenty w przepięknej scenerii Marbelli za luksus korzystania z apartamentu, pięknego ogrodu, pola golfowego oraz niezliczonych innych atrakcji należy zapłacić ok. 1,6 mln zł, czyli niewiele ponad 10 tys. zł za m kw. Przenieśmy się do Turcji. Tu stolicą wakacyjnego wypoczynku jest Alanya. Nie brak tam ciekawych ofert sprzedaży apartamentów. Za apartament 142 m kw. położony w nowym kompleksie z basenem w pobliżu Alanyi, placem zabaw dla dzieci i co najważniejsze krok od plaży zapłacimy ok. 800 tys. zł. Czyli mniej niż 6 tys. zł za m kw. Dla zachęty można dodać, że mieszkanie jest w pełni urządzone przez dewelopera. Dla amatorów względnie niedrogich nieruchomości nadal gratkę stanowią oferty z Bułgarii. Tu w Słonecznym Brzegu, który corocznie ściąga setki tysięcy turystów spragnionych wakacyjnego wypoczynku, do sprzedaży oferowane są dwupoziomowe apartamenty o powierzchni 135 m kw. zbudowane w wakacyjnym kompleksie willowym, 60 m od plaży. Całość urządzona i wyposażona.

Polska czy zagranica? Pytanie często
stawiane przez inwestorów.

W Polsce niestety nie znajdziemy dużej liczby ofert odpowiadającym najbardziej wysublimowanym gustom. Trudno też znaleźć luksusowe 150-metrowe apartamenty. W przeciwieństwie do inwestycji w innych krajach, deweloperzy skupiają się na budowaniu mniejszych jednostek, z których najczęstszym przedziałem powierzchniowym jest 40-60 m kw. Niewiele jak na apartament, ale takie są realia rynku. Oczywiście dominuje stan deweloperski. Stawki za m kw. - już od ok. 5 500 zł za m kw. do nawet powyżej 15 000 zł w topowych nadmorskich lokalizacjach – umożliwiają zakup szerokiemu gronu odbiorców. Ci jednak obliczając ekonomiczny sens takiego zakupu patrzą w statystyki pogodowe i porównują je z choćby z najbliższą naszym portfelom Bułgarią, która pod względem klimatu bije bałtyckie kurorty na głowę.

Wejdź na www.metrohouse.pl i www.partnerzy.pl i znajdź swój wakacyjny dom/apartament.

Komentarze (1)
Odbiór mieszkania to gra
 Oceń wpis
   

Odbiór mieszkania od dewelopera to jednocześnie ukoronowanie długiej i stresującej drogi do zakupu własnego M. Zmęczeni trudami oczekiwania na mieszkanie traktujemy ten etap dość mechanicznie, niemal jak odhaczenie kolejnej kratki w formularzu wyznaczonych zadań. Jednak jest to jeden z najbardziej istotnych elementów całego procesu kupna nieruchomości. Element niesłusznie bagatelizowany.

 Odbiór mieszkania bywa niesłusznie
bagatelizowany. Foto: sxc.hu

Odbiór mieszkania to gra. Bierze w niej udział deweloper, generalny wykonawca i klient. Każdemu z graczy zależy, aby spotkanie to przebiegło szybko i bezkonfliktowo. Deweloper ma, w zależności od inwestycji, kilkadziesiąt lub kilkaset odbiorów, więc jego przedstawiciele dążą do sprawnego przeprowadzenia całego procesu. W podobnej sytuacji znajduje się przedstawiciel wykonawcy budynku. Tu jeszcze dodatkowo wchodzi w grę relacja pomiędzy wykonawcami (podwykonawcami) a deweloperem, gdzie deweloper może na przykład uzależnić odbiór robót od z sukcesem przeprowadzonych odbiorów poszczególnych lokali przez ich przyszłych właścicieli. Na końcu całego procesu staje jak zwykle klient, który w dość ograniczonym czasie musi zapoznać się ze stanem faktycznym lokalu, wychwycić ew. wady i niedoróbki oraz wpisać je do protokołu odbioru.

Odbiór mieszkania jest sytuacją bezstresową, jeśli mamy w ręku dyplom ukończenia wydziału inżynierii lądowej, prowadzimy firmę remontową lub pasjonujemy się tzw. budowlanką. Niestety nie każdy nabywca mieszkania automatycznie jest ekspertem w tej dziedzinie. Co w takim przypadku? Pozostaje nam wsparcie w postaci sprawdzonego inspektora budowlanego, który bez skrupułów wypunktuje stwierdzone niedociągnięcia. Koszt takiej usługi nie jest wygórowany – to zaledwie kilkaset złotych, co w porównaniu do sumy jaką płacimy za mieszkanie jest wartością niemal niezauważalną. Naprawdę warto wydać te pieniądze, szczególnie jeśli inspektor jest rekomendowany przez zadowolonych z jego usług klientów.

Komentarze (1)
1 | 2 | 3 | 4 |