Deweloperów i pośredników czeka w najbliższym czasie nie lada orzech do zgryzienia. Zmiany w ustawie o finansowym wsparciu rodzin w nabywaniu własnego mieszkania (program Rodzina na swoim) sprawiły, że przedstawicielom rynku wypadł bardzo ważny czynnik pozycjonowania oferty. Wprawdzie znajdziemy jeszcze przykłady (zwłaszcza na rynku nowych mieszkań) lokali kwalifikujących się do dopłat, ale powiedzmy sobie szczerze – nie będzie to na pewno to samo eldorado, jakie mieliśmy jeszcze do niedawna, kiedy program wspierał nie tylko rodziny na dorobku, ale i nabywców mieszkań w apartamentowcach. O ile oczywiście mieściły się w limitach programu, a często tak było.
| Kliknij w logo, aby wysłuchać audycji o sytuacji na rynku mieszkań w Jedynce. |
Rodzina na swoim przestaje być wabikiem marketingowym. Należy więc znaleźć coś, co przyciągnie nabywców i przyspieszy ich decyzję o zakupie. „Przyspieszy” to bardzo ważne słowo, bo choć grupa osób poszukująca mieszkań jest ogromna, jakimś cudem tempo sprzedaży mieszkań, zwłaszcza na rynku pierwotnym, jest dalece niezadowalające od oczekiwanego. Na rynku można więc zaobserwować powrót do wykorzystywanych przed trzema laty zachęt.(tu czytaj o zachętach deweloperów stosowanych w 2008 r.) W zamian za zakup mieszkania można stać się właścicielem sprzętu RTV/AGD, wyślą nas na bajeczne wczasy w egzotyczny zakątek świata, a jeżeli nie gustujemy w tego typu wojażach, gratisowo możemy zaaranżować i wyposażyć kuchnię. Trudno sobie wyobrazić klienta, który pod wpływem obietnicy otrzymania plazmowego telewizora zaciąga kredyt i kupuje mieszkanie. Tak czy inaczej coraz więcej deweloperów stosuje taką metodę – zapewne jedynie po to, by wyróżnić ofertę z grona prawie 50-ciu tysięcy lokali będących w sprzedaży na rynku pierwotnym.
W ostatnim czasie prym jednak wiodą reklamy, których najbardziej zauważalnym skutkiem jest natężenie pytań o dalsze możliwe spadki cen mieszkań i radość z tak niskich wartości. Nie może to dziwić, bo gdy w stołecznej prasie zobaczymy hasło „Ceny już od 4000 zł za m kw.”, brzmi to zachęcająco. Jednak czy takie mieszkania istnieją? Tak. Tylko, że nikt nie wspomina, że mają najczęściej 140 m kw. i czekają na klienta od dwóch lat.



Odpowiedź rozbrajająca, ale czy rzeczywiście nie jest tak, że kupując mieszkanie czy dom kupujemy marzenia? Oglądając wizualizacje, roześmiane twarze wirtualnych sąsiadów spacerujących na patio z pieskami, puste miejsca parkingowe pod 
