Gdyby przeprowadzić ankietę na temat najskuteczniejszych form zainteresowania klientów zakupami mieszkaniowymi na rynku pierwotnym to z pewnością najbardziej pożądane byłyby… rabaty cenowe. Mało kto w obecnych czasach przywiązuje wagę do dodatków serwowanych przez deweloperów – takich jak sprzęt AGD, projekt aranżacji, czy zagraniczna wycieczka. Zresztą raczej niewyobrażalne jest, by dla takiego detalu ktoś mógłby podjąć tak daleko idącą w skutkach decyzję jaką jest zakup mieszkania.
![]() |
| fot. sxc.hu |
W kontekście coraz ostrzejszej polityki banków względem potencjalnych kredytobiorców to co przemawia do wyobraźni klientów to właśnie cena. Niższa cena m kw. to nie tylko możliwość zakupu większego niż planowano mieszkania, możliwość skorzystania (jeszcze) z programu dofinansowania do kredytu – Rodzina na swoim, ale najczęściej po prostu jedyna możliwość zakupu swojego pierwszego M.
Deweloperzy, którzy odczuwają spowolnienie sprzedaży projektów coraz częściej zamiast oferować klientom niespecjalnie atrakcyjne dodatki do zakupu, decydują się na radykalne kroki. Obniżki cen, promocje cenowe, rabaty. Obserwując rynek deweloperski spotykamy się z różnymi sposobami na korygowanie cen katalogowych. Jedni deweloperzy idą na całość obcinając z dnia na dzień ceny ofertowe nawet o tak znaczne kwoty jak 200 tysięcy złotych (tak, tak to nie pomyłka tylko „akcja promocyjna” jednego z deweloperów realizujących osiedle segmentów). Inni dawkują emocje i nie rezygnują tak szybko z zakładanych zysków przeznaczając do promocji koszyk mieszkań, który z jakichś przyczyn może sprawiać trudności w kolejnych etapach sprzedaży. Dla poszukiwaczy takich nieruchomości (a zazwyczaj chodzi o mieszkania o powierzchni przekraczającej 80 m kw.) to istne eldorado. Już dziś w Warszawie można kupić penthouse o całkiem przyzwoitym rozkładzie za niewiele ponad 5 tys. zł za m kw. Oczywiście nie można w tym przypadku mówić o prestiżowej lokalizacji, ale dla osób które marzą o takim mieszkaniu, a dotychczas nie mogły sobie na to pozwolić otwierają się całkiem nowe możliwości. Nie każdy ma przecież zagwarantowany wjazd windą bezpośrednio do własnego lokalu i ba
Jeszcze inną formą proponowania rabatów są obniżki towarzyszące targom mieszkaniowym (wielu deweloperów przygotowuje na imprezy targowe specjalne cenniki), czy też otwarte drzwi inwestycji podczas których można liczyć na specjalne ceny. Są też deweloperzy, którzy otwarcie nie komunikują promocji. Nie oznacza to, że nie są otwarci na negocjacje. Klient, który jest poważnie zainteresowany zakupem mieszkania może zazwyczaj wynegocjować korzystne warunki. Jakie? To zależy od dewelopera i rodzaju mieszkania. Nawet w okresie osłabienia koniunktury na rynku trudno oczekiwać satysfakcjonujących rabatów na mieszkania dwupokojowe do 40-50 m kw. Takie lokale sprzedają się w każdych warunkach. Jednak im większy metraż mieszkania możemy liczyć na różnego rodzaju rabaty – raz może to być dodatkowe miejsce postojowe w cenie, innym razem ogródek, a czasem po prostu rabat kwotowy.
Deweloperom zależy szczególnie na sprzedaży tzw. resztówek, czyli pojedynczych lokali, które do tej pory nie zyskały w oczach kupujących na tyle, by któryś z nich zdecydował się na zakup. Mogą to być mieszkania z gorszym rozkładem (2 pokoje na 70 m kw.), słabiej nasłonecznione, z mało atrakcyjnym widokiem z okien. Deweloperzy zdają sobie sprawę z faktu, że mieszkania w jednym budynku charakteryzują się różnym stopniem atrakcyjności, i zdarza się, że tylko po to by zamknąć w końcu inwestycję (przecież utrzymanie biura sprzedaży i promocja ofert też kosztuje) idą na większe ustępstwa niż wobec wcześniej sprzedanych mieszkań. Więc o ile znajdziemy sposób, by mankamenty lokalu zmienić w jego zalety, pojawia się szansa, by kupić nowe mieszkanie w całkiem dobrej cenie. Nie wszyscy poszukują przecież mieszkań z ekspozycją okien na południowy zachód i widokiem na park.
Komentarz dla Gazety Finansowej
Oferty mieszkań z rynku pierwotnego znajdziesz na www.salondewelopera.pl











