Boom na rynku nieruchomości wykształcił modę na produkcję raportów, analiz, statystyk, porównań i badań dotyczących rynku nieruchomości. Są one różnej jakości. Jedne mają dość dużą wartość poznawczą, dogłębnie analizując zagadnienie, podając choć nawet w sposób dość ogólny metodologię i określając próbę statystyczną. Inne, a tych jest więcej, przedstawiają zachwiany obraz rynku, który jawi się jako kraina wiecznej szczęśliwości i nieustannych wzrostów cen. Nie byłoby w tym temacie nic ciekawego, gdyby nie fakt, że przeciętni uczestnicy rynku, którzy obecnie są w trakcie poszukiwania mieszkania lub domu kreują swoje poglądy na temat rynku za pomocą tychże analiz.
Analizy i raporty opierające się częstokroć na cenach ofertowych mieszkań produkują masę statystyk, które w sumie znaczą niewiele. Co nam daje średnia arytmetyczna wyliczona na podstawie ogółu ofert z rynku wtórnego wystawionych do sprzedaży w okresie X? Ani nie bierze pod uwagę roku budowy mieszkania, ani jego standardu, a tym bardziej dodatkowego wyposażenia, garaży, itp. Czynnik lokalizacji jest szalenie istotny, lecz sporządzanie tylko na podstawie lokalizacji analiz średnich cen mieszkań nie jest miarodajne.
Bogata baza ofert ogłoszeniowych portali internetowych jest skarbem sama w sobie. Jednakże należy zwrócić uwagę, że publikowane tam oferty sprzedaży:
a) są cenami ofertowymi
b)w 90% są promowane przez biura nieruchomości.
Jakie ma to znaczenie dla obliczeń?
AD a) ceny ofertowe, jak sama nazwa wskazuje, są w większości przypadków cenami wyjściowymi, które na normalnie funkcjonującym rynku podlegają negocjacjom, rzadkie są przypadki, gdy cena jest tak doskonale skalkulowana, iż nabywca nie widzi powodów do starania się o obniżkę – tym bardziej w obecnych warunkach rynkowych. Problem polega na tym, że dokonując przeglądu danych nie jesteśmy w stanie powiedzieć, czy tzw. margines negocjacji wynosi 2 czy może 5%. W Metrohouse zdarzają sie transakcje, gdzie różnica pomiędzy ceną ofertową a transakcyjną wynosi symboliczne tysiąc złotych, ale jest mi znany przypadek, że obniżka wyniosła prawie 30%! Ideałem byłoby pobieranie danych transakcyjnych, ale… no właśnie, pojawia się pytanie w jaki sposób je zdobyć. Dane te mogą mieć pośrednicy, rzeczoznawcy, ew. doradcy kredytowi. Tylko nie zawsze są to próbki reprezentatywne.
AD b) część ofert jest obarczona dodatkowo kosztami prowizji dla biura, a to oznacza, że niektóre oferty posiadają balast w postaci 3% dodatku do ceny (lub nawet i 5% przy umowach na wyłączność).
Kolejną kwestią jest porównywanie do siebie krótkich np. miesięcznych okresów. Dostępne były raporty z których wynikało, że w pewnym mieście po serii niewielkich wzrostów cen mieszkań (liczonych miesiąc do miesiąca), nagle w jednym miesiącu średnia cena wzrosła np. o 9,2%. Cóż się takiego stało? Otóż odpowiedź jest banalna. Jeden z deweloperów wystawił do sprzedaży nową inwestycję o podwyższonym standardzie. Jednak, czy inne mieszkania wobec tego podrożały? Oczywiście nie. Jednak średnia wskazuje na duże wzrosty powodując ogólną panikę i kolejne pytania w stylu „Dokąd zmierza rynek nieruchomości?”.
Przygotowanie raportu z rynku mieszkaniowego (w szczególności raportu z rynku wtórnego) nie jest więc takie łatwe, jakby się mogło wydawać. Dobrze, że raporty powstają, a ich autorzy dochodzą do podobnych konkluzji, jednak warto, by przy każdej okazji zaznaczać, by dane w nich zawarte traktować czysto orientacyjnie, a nie jako rzeczywisty i niepodważalny obraz rynku nieruchomości.




