Spadajcie ceny, spadajcie!
 Oceń wpis
   

Nie jest niczym odkrywczym pisać kolejny tekst na temat sytuacji w branży nieruchomości. To, że mamy zastój na rynku nieruchomości wiedzą chyba wszyscy. Powiedziano i napisano już wiele na ten temat. Na zastoju tracą:

•    potencjalni nabywcy (chcą kupić, ale mają problemy z pozyskaniem kredytu, a jeśli już go dostaną warunki kredytowania nie należą do satysfakcjonujących)
•    sprzedający (chcą sprzedać, obniżają ceny, a z dnia na dzień podaż jest coraz większa, wstrzymują się z kolejnymi zakupami na rynku nieruchomości)
•    deweloperzy (bardzo chcą sprzedać, stosują liczne upusty i promocje, ale cóż z tego skoro ceny nadal są wysokie, a większość klientów nawet gdyby chciała nie dostanie kredytu)
•    generalni wykonawcy i podwykonawcy (kończą się ich złote czasy, gdy każdy kolejny kontrakt wiązał się z wyższymi stawkami – zaczynają mieć kłopoty z pozyskiwaniem następnych zleceń, nawet mimo upustów).

Poszkodowanych obecną sytuacją jest wiele innych grup zawodowych, które zamiast rozwijać skrzydła tną koszty oczekując powrotu lepszej koniunktury.

Ciekawą obserwacją jest analiza pierwszych wyników ankiety Metrohouse ze strony www.metrohouse.pl, gdzie zapytaliśmy Internautów: „Co może ożywić rynek nieruchomości?” Obserwując kształtowanie się wyników w połowie grudnia aż 76% ankietowanych podaje dwie odpowiedzi: rozluźnienie polityki kredytowej banków (40%) i spadki cen nieruchomości (36%).

Z pewnością tego typu ankiety z racji swojej prostej metodologii nie mogą być brane pod uwagę przy badaniu określonych trendów na rynku, jednak uzyskane odpowiedzi są symptomatyczne. Odzwierciedlają dwa typy oczekiwań nabywców nieruchomości. Najliczniejsza grupa oczekuje zbawiennej w skutkach poprawy sytuacji na rynku kredytów hipotecznych. Na to raczej nie ma co liczyć. W sytuacji, gdy banki nie ufają samym sobie, tym bardziej nie zaufają zmiennej sytuacji na rynku nieruchomości i klientom, którzy często zupełnie nieświadomie nabywają przeszacowane nieruchomości. Era kredytów we frankach też minęła już bezpowrotnie, a coraz częściej wspominany program „Rodzina na swoim”, choć słuszny w założeniu, lokomotywą rynku kredytowego na pewno nie będzie. Chyba, że do wąskiej grupy uprawnionych do korzystania z programu Prezydent dołączy singli, którzy choć nie tworzą rodziny w znaczeniu słownikowym, są w rzeczywistości jednoosobowymi gospodarstwami i też chcą gdzieś mieszkać…

W czym upatrywać zatem ożywienia rynku? Duża grupa Internautów twierdzi, że mogą to być spadki cen nieruchomości. Niemal z całkowitą pewnością można powiedzieć, że 2009 r. minie właśnie pod znakiem spadków. Spadki mogą być bodźcem do ożywienia rynku, bo większość cen mieszkań jest jeszcze oderwana od rzeczywistości. Ponadto korekta będzie naturalnym katalizatorem, który oczyści (na początku jedynie częściowo) rynek z ofert zgłaszanych w cenach będących jedynie odzwierciedleniem wyolbrzymionych żądań cenowych sprzedających. Jednak skali spadków nikt nie jest w stanie ocenić. Tak, czy inaczej rok 2009 zapowiada się ciekawie.

Życzę pomyślnego roku dla wszystkich uczestników rynku nieruchomości.

Dla nabywców: niskich cen

Dla sprzedających: szybkich transakcji

Dla deweloperów: wysokich przedsprzedaży

Dla pośredników: obrotów, obrotów i raz jeszcze obrotów

Dla budowlańców: zleceń bez liku.
 

Dla: Notowania - C.H. Beck Nieruchomości I 2009 r.

Komentarze (0)
Uprawy kapusty górą
 Oceń wpis
   

Prezydent zawetował w zeszłym tygodniu nowelizację ustawy o ochronie gruntów rolnych i leśnych. Nowelizacja ustawy wyłączała z jej działania m.in. grunty rolne znajdujące się w granicach miast. W skrócie, chodziło o to, by nie stosować już długotrwałych i kapitałochłonnych procedur odrolnienia gruntów rolnych, jeśli te są położone w mieście.

Za decyzją prezydenta stały opinie, iż uchwalenie nowelizacji w obecnym kształcie mogłoby przyczynić się do „niekontrolowanego rozwoju budownictwa”, dewastacji ciekawych przyrodniczo obszarów i wzrostu ruchu samochodowego. Ale czy oby? Prawda jak zwykle leży gdzieś pośrodku.
Przeciwni wetu prezydenta są, jak można się było spodziewać, deweloperzy. Mnogość występowania gruntów rolnych na terenach miast powoduje, że w nieskończoność przedłużają się procedury odrolnienia, co blokuje kolejne inwestycje. Dodatkowo brak miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego powoduje, że sami właściciele działek mają bardzo ograniczone możliwości zagospodarowania tych terenów. Odrolnienie niewielkiej działki pod budowę domu może kosztować nawet kilkanaście tysięcy złotych. Proces odrolnienia jest też znakomitą okazją do stwarzania sytuacji korupcjogennych, co mieliśmy okazję obserwować w mediach przy okazji ujawnianych afer.

Z drugiej strony zwolennicy weta (m.in. urbaniści i przedstawiciele samorządów) zwracają uwagę, że nowelizacja w obecnym kształcie może przyczynić się do znaczących negatywnych zmian w substancji miejskiej. Obawy budzi sytuacja, kiedy połacie gruntów znajdą się w rękach deweloperów, a gminy i miasta nie nadążą z przygotowywaniem niezbędnej infrastruktury – lub nie znajdą w budżetach niezbędnych środków, by na terenach ekspansji inwestycyjnej zbudować drogi, szkoły i obiekty użyteczności publicznej. Ten argument szczególnie trafił do prezydenta Kaczyńskiego.

Zwolennicy nowelizacji twierdzą, że grunty w granicach miast są na tyle cenne, że warto je odblokować dla kolejnych inwestycji. Jednakże nie wydaje się, by nastąpiło to szybko.

Marcin Jańczuk, Metrohouse, komentarz dla Dziennika, 02.12.2008 r.
 

Komentarze (0)