Odwrócona hipoteka. Warto?
 Oceń wpis
   

Ustawa o odwróconej hipotece staje się koniecznością. Dziś brak odpowiednich regulacji powoduje, że stosowane rozwiązania są niekorzystne dla starszych osób i ich rodzin.

Istotą produktu, jakim ma być odwrócony kredyt hipoteczny, jest wsparcie finansowe dla właścicieli mieszkań, których, krótko mówiąc, nie stać na ich utrzymanie lub którym zależy na podniesieniu stopy życiowej na jesieni życia. Emeryci nie są jedyną grupą docelową. Odwrócona hipoteka jest kierowana także dla wszystkich innych właścicieli nieruchomości, którzy chcieliby czerpać dodatkowe korzyści z ich posiadania. Skupmy się jednak tylko na osobach starszych.

Jak to działa?

W ramach odwróconej hipoteki bank udziela właścicielowi mieszkania kredytu, którego zabezpieczeniem jest ustanowiona w księdze wieczystej hipoteka. Kredytobiorca może ten kredyt spłacić za życia, choć nie musi. Mając na uwadze, że produkt ma być rozwiązaniem problemów starszych osób, którym nie starcza na bieżące koszty utrzymania, wydaje się wielce prawdopodobne, że kredyty te za życia raczej nie będą spłacane.

Odwrócona hipoteka raczej
nie przyjmie się w Polsce.

Jako, że kredyt nie musi być spłacany na bieżąco bezzasadne jest badanie zdolności kredytowej kredytobiorcy. Bank jednak dokładnie przeanalizuje zobowiązania emeryta, a przede wszystkim sprawdzi ewentualne hipoteki ciążące na nieruchomości. Dokładnie wyceni też nieruchomość, co jest czynnością obligatoryjną przy zaciąganiu kredytów i pożyczek hipotecznych.

Po pozytywnej decyzji, tylko od kredytobiorcy będzie zależeć, czy kredyt będzie wypłacany dożywotnio w ratach lub jednorazowo. Oczywiście bank nie będzie też wnikał na jaki cel kredytobiorca przeznaczy te środki.

Po śmierci kredytobiorcy nieruchomość zostaje przejęta przez bank. Jednak w proponowanych rozwiązaniach pozostawia się furtkę spadkobiercom właściciela nieruchomości, aby mogli odzyskać mieszkanie lub dom. Nastąpi to po uregulowaniu kredytu wraz z towarzyszącymi odsetkami i innymi opłatami.

Szansa czy zagrożenie?

W odróżnieniu od obecnie dostępnych na rynku rozwiązań, kredytobiorca pozostaje właścicielem swojej nieruchomości aż do śmierci. To duża różnica. Teraz różnego rodzaju instytucje finansowe zachęcają emerytów do zainteresowania tematyką renty hipotecznej, choć w rzeczywistości jest to forma bliższa umowie dożywocia. Przy takim rozwiązaniu instytucja finansowa zobowiązuje się do wypłaty renty hipotecznej, z pewnym, ale bardzo istotnym warunkiem. Instytucja kredytująca uzyskuje prawo do nieruchomości jeszcze za życia osoby, która taką umowę podpisała. W przypadku, kiedy własność  nieruchomości jest przenoszona jeszcze za życia, spadkobiercy nie mają już nic do powiedzenia. Cienka granica pomiędzy obecnie stosowaną umową dożywocia i właściwym znaczeniem odwróconej hipoteki może stać się źródłem różnego rodzaju konfliktów pomiędzy instytucjami finansującymi a emerytami i ich rodzinami.

Zamiast hipoteki zamiana

Trudno jest na tym etapie wróżyć powodzenie odwróconej hipotece.  Polacy są nadal zbyt silnie przywiązani do własności, by tak łatwo zrzekać się praw do własnego mieszkania czy domu. Naturalnym następstwem jest przekazanie nieruchomości osobom bliskim czy wyznaczenie ich w drodze testamentu. Jak więc podreperować emerycki portfel? Coraz częściej przeprowadzaną operacją jest zamiana mieszkań. Emeryt posiadający duże mieszkanie może za dopłatą zamienić się z osobą dysponującą lokalem mniejszym, a więc tańszym w utrzymaniu. Warto zwrócić uwagę, że zamiana mieszkań rozwiązuje w sposób satysfakcjonujący problemy finansowe starszych osób, które otrzymują oprócz tańszego w utrzymaniu mieszkania, dodatkowy zastrzyk gotówki, który podobnie jak przy odwróconej hipotece pozwala na poprawienie stopy życiowej emeryta.

Komentarze (0)
Z sąsiadem na brydżu
 Oceń wpis
   

Rzadko kiedy inwestor budujący osiedle troszczy się zaprojektowanie i przekazanie wspólnocie pomieszczeń, które przysłużą się integracji mieszkańców. W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych lokatorzy wykorzystywali pomieszczenia pralni czy suszarni czy też kotłowni (patrz Alternatywy 4), aby odbywać próby osiedlowego chóru (?!), pograć w brydża, czy najzwyczajniej w świecie porozmawiać z sąsiadem na neutralnym gruncie. W zupełnie nowych warunkach rynkowych wypadałoby jednak podwyższyć standard i zaproponować coś więcej niż lokalizację w pobliżu schnącej bielizny.
 

 Strefa mieszkańca (materiały dewelopera)

Oczywiście propozycji wspólnych pomieszczeń klubowych z basenem, jacuzzi i siłownią nie brakuje w budynkach apartamentowych, lub choćby aspirujących do takiej nazwy. Mniej jest jednak przykładów dla budownictwa popularnego. Dlatego z pewnym zaciekawieniem można przyjąć inicjatywę Budimex Nieruchomości, który na Osiedlu Wólczyńska (Warszawa, Bielany) zdecydował się na wyodrębnienie dla mieszkańców pomieszczenia o powierzchni 100 m kw., które zobowiązał się urządzić według koncepcji nabywców mieszkań.

Otóż zaproponował, że mogą oni sami, w drodze głosowania, wybrać projekt na zagospodarowanie tych pomieszczeń. Mieszkańcy otrzymali do wyboru trzy warianty: sala dla dzieci, sala klubowa (czyli wariant pośredni z bilardem, piłkarzykami i kącikiem dla dzieci) oraz sala kinowa. W drodze głosowania przyszli mieszkańcy zdecydowali, że wybierają wariant numer dwa – chyba rzeczywiście najbardziej rozsądne rozwiązanie. Tak więc zyskali miejsce sąsiedzkich spotkań, które dobrze przysłuży się międzysąsiedzkim kontaktom.

Tak jak obietnica wyjazdu na Majorkę w zamian za kupno mieszkania raczej nie skusi trzeźwo myślącego nabywcę do zakupu, tym bardziej nie będzie to też perspektywa turnieju bilardowego w pomieszczeniu klubowym na osiedlu. Jednak nie o to tu chodzi. Miło, że widać czasem przebłyski prospołecznego nastawienia deweloperów. Z pewnością można by powiedzieć: „Co znaczy 100 m kw. wobec tak dużego osiedla?”.  Może to i niewiele, ale pomysł wyróżnia inwestycję spośród wielu podobnych. I to się liczy.
___________________

Cykl Dev z Pomysłem pokazuje ciekawe inicjatywy deweloperów. cdn.

Komentarze (0)
Od dziś pokoje na Euro na wagę złota
 Oceń wpis
   

Dziś po losowaniu grup EURO systemy rezerwacyjne przeżyją swoiste oblężenie. Znaczna część kibiców zapewne zrezygnuje jednak z noclegu w hotelu, tym bardziej, że w największych polskich miastach prym wiodą obiekty turystyczne o wysokim standardzie, co może wzmóc poszukiwania tańszymi formami zakwaterowania. Dodatkowo w pierwszej kolejności hotele zostały zarezerwowane dla tzw. rodziny UEFA.

Bilety na Euro były towarem deficytowym.
Czy tak samo będzie z miejscami noclegowymi?

Wobec tak dużego zainteresowania istotną rolę będzie odgrywał rynek krótkoterminowego wynajmu mieszkań i pokoi. Taka forma zakwaterowania staje się coraz bardziej popularna w Gdańsku, Wrocławiu i Poznaniu. Natomiast w Warszawie rynek wynajmu krótkoterminowego nie zyskał jeszcze zbytniej popularności. Być może dzięki zbliżającej się tak wielkiej imprezie sportowej w stolicy na stałe zagości moda na wynajem mieszkań dla turystów.

Właściciele mieszkań przeznaczonych do wynajmu turystycznego konkurują z hotelami nie tylko cenami, ale i lokalizacją. Najczęściej obiekty tego typu są zlokalizowane w obrębie lub w najbliższym sąsiedztwie historycznych części miast. Znajdują się często w obiektach zabytkowych, odrestaurowanych kamienicach i budynkach o podwyższonym standardzie. Jeśli oferta zlokalizowana jest poza ścisłym centrum to podstawowym wymogiem staje się doskonała dostępność komunikacyjna do centralnych rejonów miasta: bliskość linii metra, szybkiego transportu tramwajowego lub kolejowego. Oferty takie znaleźć można w budynkach oddanych do użytku w ostatnich latach.

 Kliknij w obrazek, aby wysłuchać
wypowiedzi o pokojach na Euro.

W ofercie rynkowej najwięcej ofert dotyczy dwupokojowych apartamentów z podziałem na część dzienną (zwykle z aneksem kuchennym) i sypialnię. Do dyspozycji gości pełne umeblowanie i wyposażenie mieszkania łącznie ze sprzętem RTV, Internetem, zastawą kuchenną, pralką, itd. Dodatkowo płatnymi usługami są śniadania, garaż lub sprzątanie podczas pobytu. Zazwyczaj dwupokojowy apartament jest przeznaczony dla dwóch osób, ale właściciele zgadzają się na wynajem większej liczbie osób (zwykle za dodatkową opłatą) o ile lokal posiada więcej niż jedno łóżko.

Niewykluczone, że właściciele mieszkań będą chcieli zmaksymalizować zyski w związku z wyjątkowo dużym zapotrzebowaniem na bazę noclegową w czasie trwania turnieju. Z pewnością zastosują stawki adekwatne do najwyższego sezonu lub przygotują ofertę specjalną – nawet kilkakrotnie wyższą od obecnych stawek.

Oprócz profesjonalnych firm działających na rynku należy spodziewać się, że wynajmem swoich mieszkań lub pokoi mogą być zainteresowane także prywatne osoby. W ciągu dwóch-trzech dni wynajmu pokoju będzie można zarobić co najmniej miesięczną równowartość według rynkowych stawek stosowanych w ciągu roku.

Gdzie szukać informacji o wolnych miejscach?

Są trzy główne możliwości zorganizowania noclegów w prywatnych mieszkaniach. Pierwszy kanał to Polish Pass, który zostanie uruchomiony w grudniu br. Jest to system rezerwacyjny tworzony przez spółkę PL.2012 i polskie miasta będące gospodarzami turnieju. W systemie kibice będą mogli wykupić różnego rodzaju usługi, w tym noclegi. Organizatorzy systemu liczą na zgłoszenia osób, które będą chciały wynająć swoje mieszkania/pokoje. Wynajmujący będzie miał obowiązek podpisania umowy z jednym z trzech oficjalnych operatorów.

Drugie rozwiązanie to skorzystanie z usług agencji nieruchomości.Agenci Metrohouse już teraz pytają klientów, czy biorą pod uwagę wynajem krótkoterminowy podczas Euro. Jeśli mieszkanie nie jest w tym czasie zajęte, wynajem na doby jest dobrym rozwiązaniem pozwalającym, dzięki wyższym stawkom, na zrekompensowanie okresów bezczynszowych.

Dla osób, które samodzielnie chcą znaleźć pokój do wynajęcia pozostaje wertowanie ogłoszeń i odwiedziny portali internetowych.

Szacunkowe dane organizatorów wskazują, że w ciągu trwania Euro 2012 Polskę odwiedzi ok. 2 mln osób. Zainteresowanie taką formą zakwaterowania będzie bardzo duże.

Michał Kosiedowski
Marcin Jańczuk

 

Komentarze (0)
Rynek wtórny: gra na spadki
 Oceń wpis
   

No i zaczęło się to, czego już od pewnego czasu można się było spodziewać. Po wielomiesięcznych doniesieniach o stabilizacji cen na rynku mieszkań nadszedł moment kiedy coraz silniej ogłasza się spadki. I to wcale nie „z pewną taka nieśmiałością”, ale z pełnym przekonaniem i przywołując ceny sprzed kilku lat, z okresu, kiedy wszyscy wierzyli jeszcze w to, że inwestowanie w nieruchomości to jedyna słuszna forma lokowania oszczędności.

O ile ceny ofertowe mieszkań z rynku wtórnego wyraźnie spadają, to już obserwując setki transakcji każdego miesiąca nie widać zbytnio, aby w tym roku doszło do szczególnej przeceny. Może za wyjątkiem Łodzi. Faktem jest jednak, że pojawia się coraz więcej okazyjnych transakcji, które jeszcze dwa lata temu byłyby nie do pomyślenia.

Sprzedający mieszkania musieli zmienić postawę, widząc, że dotychczasowe nastawienie do rynku skutkuje wydłużającym się czasem sprzedaży i brakiem jakichkolwiek realnych szans na transakcję. Obniżanie  się cen ofertowych jest więc naturalnym następstwem „urealniania” obecnych cen transakcyjnych, a mówiąc inaczej – dostosowywania ich do portfela (zdolności kredytowej) przeciętnego nabywcy.

 Kliknij w logo, aby posłuchać
wywiadu o mieszkaniach
w radiowej Czwórce

Obniżanie się cen ofertowych to cały proces, który  postępuje w różnym tempie na lokalnych rynkach. W Gdyni różnice pomiędzy cenami ofertowymi a nawiązywanymi transakcjami to nadal kilkanaście procent. Po drugiej stronie mamy Poznań, gdzie różnice te wynoszą nieco ponad 2 proc. Coraz większą popularnością cieszy się wielka płyta, w niektórych miastach przekraczając nawet 50 proc. obrotu transakcyjnego. (Odsyłam na stronę Metrohouse, gdzie jest krótkie opracowanie na ten temat.)  

Fakt, że poszukujemy i nabywamy coraz więcej mieszkań o niższym standardzie odbije się w najbliższych miesiącach na średnich cenach transakcyjnych. Jeżeli dodamy do tego, że Rodzina na swoim na rynku wtórnym umarła śmiercią naturalną (jeszcze przed śmiercią samego programu), co ogranicza popyt w tym segmencie rynku, a i o kredyt na mieszkanie coraz trudniej, to sprzedaż mieszkania po dzisiejszych stawkach stanie się coraz mniej realna.
 

Komentarze (0)
Biuro wizytówką firmy
 Oceń wpis
   

Dokonując wyboru biura dla firmy kierujemy się specyfiką prowadzonej działalności i grupą klientów, dla których świadczymy usługi. Siedziba firmy stanowi dla klienta wizytówkę działalności, świadczy o jej wiarygodności, a często także o pozycji firmy na rynku.

Firmy działające na rynku dążą do wykształcenia wśród bliższego i dalszego otoczenia określonego wizerunku. Kreując wizerunek firmy wykorzystują wiele narzędzi, a ich dobór podyktowany jest polityką komunikacyjną firmy. Wybór biura i jego aranżację według przyjętych standardów można zaliczyć do istotnych narzędzi kreowania wizerunku. I to nie wcale wśród własnych klientów, ale także wśród pracowników i zewnętrznych dostawców towarów i usług.

Pokazać się kandydatowi do pracy

 fot. sxc.hu

Polityka rekrutacyjna wielu korporacji przewiduje spotkania z kandydatami na stanowiska menadżerskie wyłącznie w centralach spółek. Nie w oddziałach terenowych, czy specjalnie w tym celu wynajmowanych pomieszczeniach. Nie wynika to wcale z wygody działów HR, ale świadomości, że centrala spółki stanowi najlepszą wizytówkę dla kandydatów do pracy i silny motywator do zatrudnienia. Czy wywieszone na ścianach i eksponowane w kluczowych miejscach biura (recepcja, sala konferencyjna, gabinet prezesa zarządu) wyróżnienia, nagrody, dyplomy mają służyć pracownikom? Po części także, ale w główniej mierze to trofea wystawione na pokaz wszystkim gościom z zewnątrz.

Pierwsza wizytówka dla inwestora

Cele rekrutacyjne są tylko jednym z powodów utrzymywania drogich biur w biurowcach klasy A w centrum miast. Jeszcze ważniejszym jest kreowanie wizerunku wśród grupy potencjalnych inwestorów i udziałowców. W przeddzień pojawiających się w ostatnich latach licznych debiutów spółek na GPW w mediach biznesowych bardzo często pojawiały się wywiady, czy materiały promocyjne dotyczące sylwetek spółek giełdowych. Warto zwrócić uwagę, że w wielu przypadkach poza charakterystyką branży, w której działa spółka oraz jej wynikami finansowymi dziennikarze zwracali uwagę na siedziby przedsiębiorstw poświęcając im zazwyczaj kilka słów. Komentarze te podkreślają prestiż siedziby, albo wręcz przeciwnie – niedbałość o kwestie lokalowe. Dziennikarze ekonomiczni są w tej kwestii świetnymi ekspertami mając bardzo szerokie spektrum porównań. Spółka giełdowa w starym biurze na obrzeżach miasta? To nie do pomyślenia.

Podkreślenie przynależności do grupy

Jednak podstawową kwestią przy wyborze biura jest funkcjonalność dla pracownika i przystępność dla potencjalnych klientów/interesantów. Można zadać sobie pytanie, dlaczego wiele firm wybiera drogie centralne lokalizacje w nowych biurowcach zamiast myśleć bardziej ekonomicznie i zlokalizować siedzibę w mniej prestiżowej okolicy. Odpowiedzią na to pytanie jest świadoma chęć dorównania do grupy firm z którymi nie może być jeszcze porównywana, ale wspólny mianownik może stanowić już dziś adres biura. W przypadku Warszawy najsilniejszym skupiskiem firm z branży finansowej prócz centrum miasta jest Mokotów, np. okolice ulicy Domaniewskiej. Sama lokalizacja biura w jednym z biurowców jest sygnałem przynależności do grupy firm o określonym profilu i pozycjonujących w ten sposób swoją obecność w biznesie.

Gazeta Finansowa, 30.09.2011

Komentarze (0)
Gifty na zachętę i cena od...
 Oceń wpis
   

Deweloperów i pośredników czeka w najbliższym czasie nie lada orzech do zgryzienia. Zmiany w ustawie o finansowym wsparciu rodzin w nabywaniu własnego mieszkania (program Rodzina na swoim) sprawiły, że przedstawicielom rynku wypadł bardzo ważny czynnik pozycjonowania oferty. Wprawdzie znajdziemy jeszcze przykłady (zwłaszcza na rynku nowych mieszkań) lokali kwalifikujących się do dopłat, ale powiedzmy sobie szczerze – nie będzie to na pewno to samo eldorado, jakie mieliśmy jeszcze do niedawna, kiedy program wspierał nie tylko rodziny na dorobku, ale i nabywców mieszkań w apartamentowcach. O ile oczywiście mieściły się w limitach programu, a często tak było.

Kliknij w logo, aby wysłuchać
audycji o sytuacji na rynku mieszkań
w Jedynce.

Rodzina na swoim przestaje być wabikiem marketingowym. Należy więc znaleźć coś, co przyciągnie nabywców i przyspieszy ich decyzję o zakupie. „Przyspieszy”  to bardzo ważne słowo, bo choć grupa osób poszukująca mieszkań jest ogromna, jakimś cudem tempo sprzedaży mieszkań, zwłaszcza na rynku pierwotnym, jest dalece niezadowalające od oczekiwanego. Na rynku można więc zaobserwować powrót do wykorzystywanych przed trzema laty zachęt.(tu czytaj o zachętach deweloperów stosowanych w 2008 r.) W zamian za zakup mieszkania można stać się właścicielem sprzętu RTV/AGD, wyślą nas na bajeczne wczasy w egzotyczny zakątek świata, a jeżeli nie gustujemy w tego typu wojażach, gratisowo możemy zaaranżować i wyposażyć kuchnię. Trudno sobie wyobrazić klienta, który pod wpływem obietnicy otrzymania plazmowego telewizora zaciąga kredyt i kupuje mieszkanie. Tak czy inaczej coraz więcej deweloperów stosuje taką metodę – zapewne jedynie po to, by wyróżnić ofertę z grona prawie 50-ciu tysięcy lokali będących w sprzedaży na rynku pierwotnym.

W ostatnim czasie prym jednak wiodą reklamy, których najbardziej zauważalnym skutkiem jest natężenie pytań o dalsze możliwe spadki cen mieszkań i radość z tak niskich wartości. Nie może to dziwić, bo gdy w stołecznej prasie zobaczymy hasło „Ceny już od 4000 zł za m kw.”, brzmi to zachęcająco. Jednak czy takie mieszkania istnieją? Tak. Tylko, że nikt nie wspomina, że mają najczęściej 140 m kw. i czekają na klienta od dwóch lat.

Komentarze (1)
Rodzina na swoim – ze skrajności w skrajność
 Oceń wpis
   

Pierwsze projekty zmian w programie Rodzina na swoim (RNS) przewidywały całkowite wycofanie z dopłat mieszkań nabywanych z rynku wtórnego. Dlatego za kompromis można uznać utrzymanie programu  dla używanych mieszkań. Obniżenie przez ustawodawcę wskaźnika przeliczeniowego z 1,4 na 0,8 dla rynku wtórnego to jednak rzeczywisty koniec programu w wielu miastach, w których znalezienie mieszkania w nowych limitach cen będzie niemożliwe.

W Metrohouse & Partnerzy opracowaliśmy zestawienie procentowego udziału tegorocznych transakcji mieszkaniowych, które spełniały kryteria programu Rodzina na swoim. Jednocześnie zrobiliśmy symulację, w której obliczyliśmy, ile z tych transakcji kwalifikowałoby się do dopłat wg nowych limitów cenowych m kw.

Przykładowo w Olsztynie i Łodzi wszystkie przeprowadzone przez pośredników Metrohouse transakcje teoretycznie spełniały warunki dotyczące powierzchni i limitów cenowych dla RNS. Gdyby jednak zastosować nowe limity cenowe, w Olsztynie dopłaty można byłoby uzyskać tylko dla 22 proc. transakcji, a w Łodzi udział transakcji spadłby do 40 proc.

To jednak najlepsze wyniki dostępności mieszkań w ramach RNS. W Warszawie i Gdańsku jedynie 2 proc. transakcji spełnia warunki nowych limitów. Najgorsza sytuacja jest we Wrocławiu, Krakowie, Gdyni i Poznaniu. Tu żaden ze sprzedanych lokali nie spełnia nowych limitów cenowych programu. Dla osób planujących zakup mieszkania z dopłatami to fatalna wiadomość, gdyż oznacza to, że znalezienie mieszkania, które będzie spełniać wymagania programu może w praktyce okazać się niemożliwe.


Analizując potencjalną dostępność mieszkań z rynku wtórnego wydaje się, że nawet spadki cen w obecnie obserwowanym tempie nie przyczynią się do zwiększenia dostępności mieszkań kwalifikujących się do dopłat. Ustawodawca przeszedł ze skrajności w skrajność. Obecny limit prawie 10 tys. zł za m kw. mieszkania w Warszawie całkowicie wypaczał ideę powstania programu, kierując pomoc dla nabywców, którym była potrzebna w najmniejszym stopniu. Z kolei nowe limity dla rynku wtórnego przekreślają szanse wielu rodzin na nabycie własnego pierwszego M z rządowym wsparciem, ew. powodują, że zakupy te mogą ograniczyć się do lokali w złym stanie technicznym, przestarzałej technologii, w najgorszych lokalizacjach.

Mieszkania kwalifikujące się do RNS:
niski standard, słaba lokalizacja.

Zainteresowanym Rodziną na swoim pozostanie rynek pierwotny, gdzie podaż mieszkań spełniających warunki RnS będzie także mocna ograniczona, lecz w mniejszym stopniu niż w przypadku używanych mieszkań. Alternatywą może być też budowa własnego domu, lecz ze względu na ceny gruntów takie rozwiązanie może być niemożliwe do realizacji dla liczących każdą złotówkę młodych ludzi.

Komentarze (1)
Ostatni dzwonek na Rodzinę na swoim
 Oceń wpis
   

Ostatni raport Szybko.pl, Metrohouse i Expandera przynosi naprawdę ciekawe wyliczenia. Jeżeli analizujemy wahania cen transakcyjnych na rynku używanych mieszkań widzimy, że w większości obserwowanych miast ceny spadają. Nie są to spadki znaczące, ale statystyka jest nieubłagana i korektę widać gołym okiem.  Natomiast jeśli porównamy ostatni kwartał 2010 r. z drugim kwartałem br. zauważamy zupełnie inną sytuację. Oprócz Łodzi, gdzie ceny nieubłaganie pikują, w pozostałych sześciu analizowanych miastach pojawiły się wzrosty cen – od 1,1 proc. we Wrocławiu do nawet 4,5 proc. w Gdańsku. Czy to oznacza, że rynek mieszkań używanych zyskuje nowy blask o oczach nabywających mieszkania? Niestety nie, a winy należy upatrywać w szeroko analizowanej na wszelkie sposoby Rodzinie na swoim.

To ostatnie chwile, by wybrać używane mieszkanie
spełniające wymogi RNS.

Pierwsze pogłoski o tym, że z dopłat mogą być wyłączone mieszkania z rynku wtórnego pojawiły się już na przełomie roku. Wtedy zaczęła się pierwsza fala wzmożonych poszukiwań mieszkań, których nabycie jeszcze będzie dawać prawo do dopłat. W międzyczasie pojawiały się propozycje kolejnych zmian, aż do obecnego stanu, kiedy rynek wtórny nadal będzie objęty dopłatami do końca trwania programu (grudzień 2012 r.). jednak przy niższym wskaźniku przeliczeniowym, który z 1,4 spadł do 0,8. W praktyce oznacza to śmierć programu, bo limity cenowe spadają do poziomów, przy których na rynku wtórnym w większości miast ciężko jest znaleźć jakiekolwiek oferty sprzedaży. Całe zamieszanie i medialna burza wobec zmian w RNS wpłynęły na wzrost transakcji na rynku wtórnym i wniosków o kredyt z dopłatą.

Napędzenie koniunktury na mieszkania spełniające wymogi RNS spowodowało z kolei usztywnienie się sprzedających w negocjacjach. Upusty powinny być wyższe niż np. obserwowane 2,4 proc. w Warszawie, ale nie są. W rezultacie w ostatnim półroczu trudno mówić o spadku średniej ceny transakcyjnej sprzedawanego mieszkania, bo w koszyku transakcji przeważają mieszkania nabywane w ramach RNS.

Żarty z Rodziną na Swoim się skończyły – wychodzi na to, że to naprawdę ostatni dzwonek, aby kupić używane mieszkanie z rządowym wsparciem i ostatni dzwonek dla sprzedających, aby uzyskać za lokal przyzwoitą cenę.

 

Zobacz raport Polski Rynek Mieszkaniowy Lipiec 2011 - kliknij

Komentarze (1)
Wizerunek pośrednika do wymiany
 Oceń wpis
   

Dziś powracam do tematu pośredników. Tym razem w kontekście ich wizerunku w oczach klientów. Profesja pośrednika w obrocie nieruchomościami nadal jest postrzegana dość pejoratywnie. Być może dlatego, że w dalszym ciągu przeważają opinie, że przeprowadzenie transakcji na rynku jest banalnie proste. Zarówno jeśli chodzi o znalezienie nieruchomości do zakupu, jak i przeprowadzenie transakcji. W zasadzie można powiedzieć, że każdy Polak zna się na medycynie, piłce nożnej i obrocie nieruchomościami. Co ciekawe, nie tylko pośrednicy mają ciężki żywot. Do niechlubnego grona nieruchomościowych krwiopijców dołączyli deweloperzy. Tak jak w przypadku wysokich prowizji u pośredników, deweloperzy „obrywają” za wysokie ceny mieszkań będące pochodną wysokich marż niedostępnych w innych branżach.

Deweloperzy i pośrednicy starają się zmieniać stereotypy skutecznie ugruntowywane  przez klientów na forach dyskusyjnych i w komentarzach pod artykułami w sieci. Robią to z mniejszym, albo większym skutkiem, ale każda podjęta inicjatywa jest o tyle ważna, że przedstawia rzeczywiste oblicze branży, która do tej pory w niewielkim stopniu odpierała ataki z zewnątrz. W przypadku deweloperów organizacją, która podejmuje się działań wizerunkowych na rzecz środowiska jest Polski Związek Firm Deweloperskich. PZFD aktywnie uczestniczy w wydarzeniach branżowych, zajmuje głos w dyskusjach, jest przedstawicielem i tubą medialną skupionych w związku deweloperów. Organizacje zrzeszające pośredników także podejmują próby zmiany obiegowej opinii o pośrednikach. Jest ku temu dobry grunt, ponieważ szacunki pokazują, że coraz więcej osób jest zainteresowanych usługami pośredników. Z reguły są to jednak działania jednorazowe, którym brak jest spójnej koncepcji i działania pod wspólną banderą. Ale przecież niedawno pośrednicy udowodnili, że niezależnie od rodzaju stowarzyszenia, czy lokalizacji działań są w stanie skutecznie podjąć się obrony licencji zawodowych lobbując w tej sprawie w organach ministerialnych i parlamentarnych.

Dobry przykład z Kanady. Tak usługi pośredników
są promowane przez lokalne stowarzyszenia.

Działania wizerunkowe dążące do zmiany utrwalonego wizerunku pośrednika wymagają przede wszystkim konsolidacji w tym zakresie wszystkich działających stowarzyszeń i organizacji branżowych oraz wyboru doradcy (np. agencja marketingowa), który będzie koordynował kampanię. Ogólnopolska skala takiej kampanii to jednak koszty, które pewnie przekraczają możliwości finansowe stowarzyszeń. Jednak może lepiej zacząć małymi krokami – od stworzenia wspólnego planu działań, spójnego programu jego realizacji, zakreślenia ram czasowych. Być może pośrednikom nie jest potrzebna od razu spektakularna kampania, ale sama chęć współpracy z mediami i ukazywanie aktywności pośredników, specyfiki tego zawodu i krok po kroku obalanie stereotypów, które są kulą u nogi środowiska.

Komentarze (0)
Ceny mieszkań: top secret
 Oceń wpis
   

Wielu deweloperów szczególnie skrupulatnie dba o to, by na stronach internetowych pominąć informację o cenie mieszkań i domów w prowadzonych inwestycjach. O ile takie podejście ma zazwyczaj zniechęcić konkurencję do zbyt szczegółowej analizy sąsiednich inwestycji, to utrudnia to życie klientom poszukującym informacji o aktualnych cenach nieruchomości. To samo dzieje się na rynku sprzedaży aut. Mamy tu do czynienia z sytuacją (dla mnie niezrozumiałą), kiedy sprzedawca samochodu wywiesza na nim tabliczkę z napisem „Do sprzedania” i litanią opisującą właściwości auta, a w miejscu przeznaczonym na cenę wpisuje „Do uzgodnienia”. Z reguły nikomu nie chce się wykonywać dodatkowych telefonów do właściciela, co burzy zamierzenia właściciela samochodu.

Ceny mieszkań są z niewiadomych
względów pilnie strzeżoną tajemnicą.

Można zrozumieć deweloperów działających na rynku domów, gdzie częściami składowymi ceny jest działka, a ta z kolei ma różną powierzchnię w zależności o tego, czy kupujemy np. segment środkowy, czy skrajny, a niby podobne domy różnią się czasem wieloma niuansami architektonicznymi. Tu przeważają względy praktyczne. Zbyt wiele tłumaczenia, cyferek. Niektórzy deweloperzy jednak potrafią przedstawić to w jasnej, zrozumiałej formie. Ale mieszkania? Dochodzi czasem do tego, że aby zdobyć pilnie strzeżoną informację o cenie należy udać się do biura sprzedaży, gdzie handlowiec po zaparzeniu nam kawy i wyrecytowaniu kilku formułek sprzedażowych w końcu wyjawi gwóźdź programu. Zastanawia mnie czasem jak mogą reagować klienci, którzy nieświadomie trafiają do biura i po raz pierwszy otrzymują informację o cenie. Czy przyjmują ją na spokojnie? Czy może zaskakują sprzedawcę okrzykiem dezaprobaty i odkręcając się na pięcie wychodzą. Tak czy inaczej brak informacji o cenie na stronie internetowej dewelopera ma zazwyczaj efekt odwrotny od zamierzonego.
 

Komentarze (1)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 |